30 grudnia 2025

Zostaw uchylone – Rozdział 1


Papierośnica i zapałki


Kobieta odłożyła anonim na blat nocnego stolika. Nieco ignorując opowieści synka o nocnych marach, wysunęła szufladę, gdyż naszła ją ochota na papierosa. Znalazła kilka zamkniętych w drewnianym pudełku, wraz z niemal pełną paczką zapałek. Pochwyciła całą paczkę, ale papierosa wzięła tylko jednego. Udała się na balkon i patrząc w dal, przypomniała sobie dzień, gdy po raz pierwszy zasmakowała nikotyny.

Był wrzesień, gdy przed laty, jako panienka Amanda Rodríguez, dotarła do dobrze jej znanej posiadłości. Zsiadła z wozu, który jakimś cudem jeszcze jeździł po ziemi, choć jego koła były niemodne i drewniane, a większość desek, z których został zbity, już dawno stała się pożywką dla korników. Młodej dziewczynie jednak zupełnie zdawało się to nie przeszkadzać. Uśmiechnęła się promiennie do woźnicy, który podawał jej ostatni z bagaży, ten najbardziej dla niej cenny.

Ofiary (tom 1) – Fragment 3


Waga słowa


Tego dnia Tomasz był chłodny. Wyczuła to. Jego policzek zmroził jej wargi, gdy tylko do niego sięgnęła. Musnęła delikatnie, w sposób jakby zapragnęła ogrzać jego wnętrze.

– Myślałam, że idzie wiosna, a wyglądasz jakbyś przemarzł – zauważyła.

Tomek nic na to nie odpowiedział. Nawet się nie uśmiechnął. Odłożył jedną z siatek na podłogę, a drugą, tę z alkoholem i papierosami, postawił na pobliskiej komodzie. Wrzucił klucze do górnej szuflady. Zdjął rozpięty sweter. Spróbował odwiesić go na wieszak, ale nie trafił. Odzienie spadło. Przymknął oczy i wyglądał na zirytowanego samym faktem, że będzie musiał się schylić. Zrobił to jednak i pomimo zmęczenia zostawił po sobie względny porządek. Wyjął papierosy z siatki i podobnie jak wcześniej klucze, wrzucił je do szuflady. Alkohol zabrał z sobą do pokoju. Stamtąd postanowił podążyć od razu do sypialni. Położyć się.

Ofiary (tom 1) – Fragment 2


Pierwsze lanie


Zastanawiała się co przygotować na obiad. Stwierdziła, że w końcu trzeba będzie obrać ziemniaki, zanim dostaną nóg i wyjdą, ale jej zdaniem, to nie był dobry dzień na obieranie ziemniaków. Nie przepadała za gotowaniem. Nie znosiła się przepracowywać w kuchni, a przygotowanie ryżu czy makaronu było znacznie mniej pracochłonne.

– Nie mogę mu ciągle serwować spaghetti, bo w końcu się wkurzy – powiedziała sama do siebie.

Przeszukała szufladę z przyprawami i szybkimi daniami z papierka. Odnalazła sos serowy. W lodówce znajdowały się resztki różnych szynek i pół tacki pieczarek.

Ofiary (tom 1) – Fragment 1

 
Ucieczka z bankietu


Margareta przejrzała się w dużym na niemal całą ścianę lustrze. Ułożone było z oszklonych płytek, ale ozdobione złoconą ramą. Zachodziła w myśl jak wytłumaczyć Tomkowi konieczność szybkiego ulotnienia się z bankietu. Poprawiając usta szminką w kolorze burgunda, zastanawiała się jak uargumentować chęć wyjścia. Gdyby Hubert zadzwonił wcześniej, mogłaby powołać się na niechęć do ojca i jego obecność. Teraz nie mogła już tego podać za powód, samodzielnie wytrąciła go sobie z dłoni. Nagły napad złego samopoczucia także nie wchodził w grę, zwłaszcza, że teraz, gdy udała się do łazienki, by odebrać połączenie, byłoby to co najmniej podejrzane.

28 grudnia 2025

Zostaw uchylone – Prolog


Zostaw uchylone


Pokój wypełniały ciche, naturalne odgłosy, takie jak oddechy, szepty, skrzypienie drewnianego łóżka. Z oddali dochodziło miauczenie kota, całego czarnego, któremu, gdy nadchodził mrok, oczy pobłyskiwały na błękitno–szarawy kolor, sprawiając, że nawet w nocy łatwo go było wypatrzeć, bo jego właściciele bardzo rzadko dawali lampce nocnej odpocząć.

Stary zegar ociężale poruszył minutową wskazówką, przesuwając ją dokładnie na jedynkę, sprawiając tym samym, że nastała godzina pięć po szóstej. Za oknem jednak ciągle panowała ciemność, co było urokiem mroźnej, długiej zimy.

06 grudnia 2025

Ofiary (tom 1) – Rozdział 4


 Przy wspólnym stole


Życie kocha nas niszczyć – tak uważał Tomasz Przybylski. Mężczyzna był zdania, że na każdej drodze, jakąkolwiek byśmy nie obrali, czekają na nas kłody rzucane wprost pod nogi, mające na celu skłonić nas do skoków lub padnięć na kolana. On przed laty wybrał skoczyć. Po latach ten skok mógł stać się przyczyną jego upadku.

Margareta o życiu miała takie samo zdanie i całkiem podobne do Tomka przeżycia. Oboje w przeszłości byli osamotnionymi dziećmi, zmuszonymi do tego, by zawsze ze wszystkim radzić sobie samodzielnie. Dzięki temu uchodzili za silnych, bo po równi nienawidzili okazywania słabości. Dzięki temu byli też wewnętrznie słabi, krusi, bo osamotnienie zawsze zostawia na naszej duszy piętno; sprawia, że pęka serce, a to sklejone jest takie jak posklejany, porcelanowy wazon – prezentuje się wciąż wyśmienicie, ale traci na funkcjonalności. Do posklejanego wazonu nie da się już wlać wody tak, by się nie wylewała, a to znaczy, że nie przedłuży on życia już żadnej róży, żadnemu tulipanowi.

Ofiary (tom 1) – Rozdział 3

 
Bez zobowiązań


Margareta postąpiła tak jak ustaliła z Tomaszem dzień wcześniej. Przyszła do niego z samego rana, by zjeść obiecane tiramisu i wypić mocną, czarną kawę z dużą ilością cukru. To wtedy zauważyła, że Tomek nie słodził, choć przełykał gęstą breję, krzywiąc się z każdym łykiem. Nie omieszkała zapytać, dlaczego tak właśnie jest.

– Dieta – odpowiedział krótko i niezwykle konkretnie.

– Dieta? – zdziwiła się. Oparła wygodniej o oparcie krzesła i splotła ręce na piersi, jakby wyczekiwała kontynuacji tego tematu. Podejrzewała cukrzycę.

– Trener nie pozwala – objaśnił.

Ofiary (tom 1) – Rozdział 2

 
Pierwsza randka


Margarecie drzwi otworzyła chuda kobieta z burzą ognistych loków na głowie i z prawie czteroletnim chłopcem na rękach, który uparcie żuł smoczek niemowlęcy należący do młodszego brata.

– Tes jestem dzidzia – mówił niewyraźnie.

– Byłam u ciebie – powiedziała od razu w stronę Margarety matka chłopca.

– Szukałaś Daniela? – spytała Margareta, przestępując przez próg. Obie panie zdawały się ignorować, uparcie powtarzającego, że on też jest dzidzią, Mateuszka.

– Skąd wiedziałaś? – powiało ironią. – Kawy, herbaty, kanapki? Bierz co chcesz, ale sama sobie zrób, bo ja mam z nim urwanie głowy.

– Niczego nie chcę – odpowiedziała, wchodząc nieco głębiej do mieszkania, które składało się z jednego niewielkiego pomieszczenia.

Ofiary (tom 1) – Rozdział 1


 Dłonie na dekolcie


Matka trzymiesięcznych bliźniąt, gdy była jeszcze nastolatką, zapuściła się do pewnego miejsca – kasyna. Zwabiona została tam przez pijanego kolegę, który bełkotał coś do telefonu, chcąc się z nią w ten sposób porozumieć. Lubiła go i wiedziała, że on nigdy nie zostawiłby jej w potrzebie, więc zdecydowała się na pokonanie dwóch ulic pieszo, gdyż aktualnie tyle dzieliło ją od nowoczesnego kasyna.

Daniela wypatrzyła już z samego progu. Nie grał w nic, jedynie pił. Wiedziała, że w takim miejscu nie położyłby ani jednej karty. Jeśli chodziło o hazard to preferował menelskie klimaty, takie jak piwniczne rozdania i nielegalne walki bokserskie, a nie oświetlone LED-em kluby. Podeszła do niego i pozwoliła postawić sobie drinka. Sex na plaży nie był jej ulubionym, ale w tamtej chwili nie miała głowy do wymyślania czegoś niepospolitego.

Ofiary (tom 1) – Prolog


 Hermetyczna pułapka


Kruk zasiadł na parapecie z marmuru. Brudnymi od ziemi pazurami naznaczył ten perfekcyjny, niewinny, zimny kamień. Jakby tego było mało, zaskrzeczał tak, iż zdawało się, że chciałby tym wrzaskiem rozedrzeć na pół królestwo samego Boga. Niebo jednak pozostało niewzruszone i wciąż tak samo granatowe, a chmury nawet kropli łez nie uroniły nad losem ludzi, którzy nie mieli pojęcia, że czarny kruk jest naocznym świadkiem ich wojny.

Wojna tych dwojga składała się z bitew, a każda kolejna, choć w założeniu miała być zimna jak lody pokrywające wody w samej Grenlandii, to paliła tak jak ogień w kominku. Margareta utkwiła wzrok w tych płomieniach. Od ognia dzieliła ją przezroczysta, żaroodporna szyba i kilkanaście kroków, które pokonała z niemowlęciem na rękach, tylko po to, by przy końcu zawrócić na pięcie i oddalić się od ciepła. Zbliżyła się do wózka, a tym samym też do mężczyzny, który tym wózkiem kołysał na wszystkie strony, starając się uśpić drugiego z bliźniąt.