Zastanawiała się co przygotować na obiad. Stwierdziła, że w końcu trzeba będzie obrać ziemniaki, zanim dostaną nóg i wyjdą, ale jej zdaniem, to nie był dobry dzień na obieranie ziemniaków. Nie przepadała za gotowaniem. Nie znosiła się przepracowywać w kuchni, a przygotowanie ryżu czy makaronu było znacznie mniej pracochłonne.
– Nie mogę mu ciągle serwować spaghetti, bo w końcu się wkurzy – powiedziała sama do siebie.
Przeszukała szufladę z przyprawami i szybkimi daniami z papierka. Odnalazła sos serowy. W lodówce znajdowały się resztki różnych szynek i pół tacki pieczarek.
– Będzie zapiekanka – zadecydowała i jeszcze raz zerknęła do lodówki, by upewnić się, że śmietana także jest.
Szybko pokroiła pieczarki i podsmażyła je na maśle. W tym czasie też ugotowała makaron, ale tak, by nie był zbyt miękki. Wymieszała makaron z szynką pokrojoną w kostki i przełożyła go do żaroodpornych naczyń, tak by później przyoszczędzić na talerzach i ich zmywaniu. Całość zalała przygotowanym fiksem i przyozdobiła pieczarkami. Stwierdziła, że pod koniec pieczenia całość oprószy startym, żółtym serem.
Gdy wstawiała zapiekanki do nagrzanego piekarnika, usłyszała znajome kroki na schodach. Nie bała się. Uważała, że z Tomka już uleciała cała złość i uczucie zawodu. Wiedziała, że będzie zmuszona mu wyjaśnić powód tak licznych nieobecności. Wcześniej, gdy prosiła go, by poszedł do jej szkoły, w ogóle nie brała tego pod uwagę. Myślała, że Żmija pokaże mu tylko zeszyt z usprawiedliwieniami i zapyta się czy to jego pismo, i na tym cała jego wizyta miała się zakończyć. Wyszło inaczej niż planowała.
– Cześć – rzuciła, wychylając się, by móc widzieć przedpokój. Zdjęła sylikonowe rękawiczki i umyła ręce nad zlewozmywakiem. – Będzie zapiekanka. Lubisz, nie? – dopytywała, byleby mówić cokolwiek. Nieco zaniepokoiło ją jego milczenie.
Tomasz nawet na nią nie patrzył i ani myślał się odzywać, przynajmniej na razie. W spokoju zdjął kurtkę i odwiesił na wieszak. Odnalazł w aktówce odpowiednią dokumentację i zaniósł do pokoju. Postanowił przed pójściem spać jeszcze raz ją przewertować. Pozostawił ją na ławie, nieopodal wciąż rozłożonej kanapy. Przyszło mu na myśl, że Margareta mogła po powrocie ze szkoły pościelić i złożyć, ale w obecnej chwili nie to było najważniejsze.
– Pytałam się czy lubisz zapiekankę? – przypomniała, stając w progu pokoju. Nie lubiła być ignorowana, a w obecnej chwili właśnie tak się czuła.
– Jadłem – odpowiedział poważnie. Sięgnął po poduszkę i trzymając ją, sprawił, że zawisła nad ławą. Upuścił.
Margareta w skupieniu i całkowitej niewiedzy obserwowała poczynania swojego partnera i żadne rozwiązania nie przychodziły jej do głowy. I kiedy już miała się zapytać co on takiego wyprawia i w jakim celu, Tomasz się odezwał.
– Oszczędziłabyś sobie gotowania, gdybyś była w domu – oznajmił spokojnie. Stanął dwa kroki od ławy i z pełnym stoicyzmem rozpiął pasek, który miał przy spodniach.
Margareta widziała jego poczynania i poczuła się jak w kiepskim dramacie. Spuściła wzrok na podłogę i nie wiedziała jak ma się zachować. Rozsądek podpowiadał jej, by uciekać, ale nogi zdawały się być jak z ołowiu.
Kiedy ponownie zerknęła na Tomasza, albo raczej na jego dłonie, to cienki, garniturowy, czarny pasek był właśnie przez nie składany na pół.
Cofnęła się o krok. Przyuważył to.
– Nie będę cię gonił – uprzedził i z kieszeni marynarki wyjął dwa komplety kluczy.
Otworzyła usta i poczuła, że znalazła się w potrzasku. Gdyby nawet chciała mu uciec, to w sytuacji, gdy on miał obydwa komplety kluczy, mogłaby się co najwyżej odbić od drzwi, o ile w ogóle zdążyłaby do nich dobiec.
– Tak na wszelki wypadek je wziąłem, aczkolwiek myślę, że to zbyteczne – ciągnął dalej Tomasz. – Jesteśmy dorośli, ty w moich oczach także.
– Więc po co to!? – wykrzyknęła, wskazując na przedmiot, który trzymał. Starała się mu zasugerować, że lanie jest zarezerwowane dla dzieci, do których nie docierają logiczne argumenty.
– Wczoraj coś ustaliliśmy – przypomniał. – Ustalenie mówiło, że ja pójdę do twojej szkoły, ale też ja wyciągnę konsekwencje. Przystałaś na to, a mam cię za osobę świadomą wypowiadanych słów.
Margareta przyłożyła cztery palce do czoła i starała się pobudzić mózg do działania na najwyższych obrotach. Nie miała pojęcia jak odwieść Tomka od tego, poronionego w jej oczach, zamiaru. Zdecydowała się powiedzieć mu prawdę.
– Wyjaśnię ci dlacze...
– Później – przerwał, poprawiając pasek w dłoni. Pochwycił go tak, by sprzączka nie poobijała mu kłykci.
– Dobra – zadecydowała. – Byle szybko – dodała, podchodząc do stołu.
Tomasz pomyślał, że szybkie uderzenia nie są dobrym pomysłem, ale nie chciał jej w tym temacie uświadamiać, zwłaszcza, że i tak nie miał zamiaru spełniać jej roszczeń.
– Wszystko, nawet to, można przyjąć z godnością i klasą – powiedział w taki sposób, jakby chciał ją zachęcić albo przekonać co do tego, że nie jest to takie straszne i głupie jak jej się w aktualnej chwili wydaje.
Przez głowę Margarety przelatywało prawdziwe tornado myśli. Pamiętała ojca z pasem w dłoni, kiedy dowiedział się o tym jak potraktowała jego ukochany, nowy samochód. Wtedy nie oberwała. Matka ją wybroniła, decydując się odejść od męża. I na tym kończyły się jej doświadczenia. Może jeszcze z jakieś dwa czy trzy razy była świadkiem jak któryś z jej braci dostał klapsa, w tym jednego od niej, ale ona sama nigdy nie była bita. Nie wiedziała czym to może smakować. Spodziewała się, że zaboli, ale czy bardziej niż migrena lub ból zęba? Zadawała sobie wiele pytań i zawsze brakowało jej jednego – punktu odniesienia.
Tomek jej nie poganiał. W żaden sposób nie popędzał. Spokojnie czekał.
I w końcu zdecydowała się podejść bliżej. Ława nie była niska, więc spokojnie mogła się na niej położył tułowiem. Spodziewała się, że poduszkę zostawił właśnie po to. Choć może miała to być namiastka wygody. Taki luksus w męce.
Stała i walczyła sama z sobą, by zrobić coś więcej. Nie potrafiła. Ogarnął ją nagły wstyd, skrępowanie i bliskie poczucie upokorzenia. Przekonywała sama siebie, że przecież wiele razy przed nim klękała. Nieraz wypinała przed nim pupę i to gołą, ale to wszystko było na nic. Sytuacja była inna.
Byle szybko – przypomniała sobie i w końcu dotknęła dłońmi poduszki. Przykucnęła, by wesprzeć się na łokciach i w razie czego wgryźć w materiał.
Nie, nie będzie aż tak źle – przekonywała samą siebie.
Chce mnie tylko nastraszyć. Smyrnie raz i może nawet później będzie przyjemnie – dopowiadała w głowie, licząc na ostrzejszy seks.
Tomasz do niej podszedł. Usłyszała kroki i wyczuła obecność. Dotknął jej nagich ud, ich zewnętrznych stron.
– Delikatny materiał – objaśnił. – Szkoda go – dodał, podciągając jej sukienkę tak, by ledwie zakrywała jedną trzecią pośladków.
Margareta się uśmiechnęła. Nagle wizja seksu stała jej się bliższa niż kiedykolwiek wcześniej. I przez to utraciła czujność. Nie zauważyła, kiedy Tomasz się cofnął i wziął pierwszy zamach.
Usłyszała świst przecinanego powietrza, ale nim zdała sobie sprawę do czego ten dźwięk dopasować i co on zwiastuje, została dotknięta nieznanym jej dotąd uczuciem. Otworzyła usta i gwałtownie wciągnęła powietrze. Wypuszczając je, poczuła, jakby zaraz miała się rozpłakać. Bolało inaczej niż wszystko inne dotychczas. I ledwie dała radę poradzić sobie z tym bólem, albo raczej to on zamienił się w nieprzyjemne mrowienie, a na jej pośladki spadł drugi pas. Uczucie było podobne, ale znacznie bardziej bolesne, jakby bijący włożył w ten cios więcej siły. Sprawił, że nogi Margarety, pod napływem tego bólu, nieco się ugięły, a ona sama wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Nie był to krzyk ani szloch. Na to było jeszcze za wcześnie, ale przynajmniej wiedział, że znajduje się blisko jej granicy, i że nie należy jej przekraczać. Nie podpadła mu aż tak, by musiał.
Więcej informacji


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz