28 grudnia 2025

Zostaw uchylone – Prolog


Zostaw uchylone


Pokój wypełniały ciche, naturalne odgłosy, takie jak oddechy, szepty, skrzypienie drewnianego łóżka. Z oddali dochodziło miauczenie kota, całego czarnego, któremu, gdy nadchodził mrok, oczy pobłyskiwały na błękitno–szarawy kolor, sprawiając, że nawet w nocy łatwo go było wypatrzeć, bo jego właściciele bardzo rzadko dawali lampce nocnej odpocząć.

Stary zegar ociężale poruszył minutową wskazówką, przesuwając ją dokładnie na jedynkę, sprawiając tym samym, że nastała godzina pięć po szóstej. Za oknem jednak ciągle panowała ciemność, co było urokiem mroźnej, długiej zimy.

On odgarnął niesforny kosmyk swoich włosów, tak by na powrót zaczął przylegać do pozostałych, zalizanych za uszy. Ona natomiast swoje już dawno miała splecione w niechlujny, luźny warkocz. Klęczała w taki sposób, że jej skryta pod białą halką, naga kobiecość ocierała się o jego kolano, nieustannie ją tym drażniąc, zwłaszcza, gdy specjalnie je unosił nieco ku górze. Jej usta idealnie przylegały do jego męskości, obejmowały ją i sunęły po niej niepowolnymi, ale też nieszarpanymi i nieszczególnie pośpiesznymi ruchami. Co jakiś czas zaprzestawała czynności poruszania głową w górę i w dół, tylko po to, by go nieco podrażnić, trącić językiem, przejechać nim od samego początku aż do krańca i uśmiechnąć się zwycięsko, gdy wciągał powietrze przez zęby, tak mocno, że aż świszczało.

– Idziesz na łatwiznę – szepnął, otwierając swoje jasnobłękitne oczy.

– Tak uważasz? – dopytywała, po czym ścisnęła nieco mocniej dłonią jego męskość. Wcześniej to właśnie dłonią usta zastępując. Domyśliła się, że to właśnie tego dotyczył jego komentarz.

Przysunęła się bliżej, a jej sutki znaczyły tę drogę na nagim, męskim torsie, pozostawiając niewidoczne ślady. Ścieżka miłości, która biegła od pępka ku dołowi, przyjemnie ją łaskotała w poczerwieniałe aureolki, ale to dopiero w centralnym punkcie jego klatki piersiowej, poczuła to łaskotanie intensywniej, za sprawą gęstego, ciemnego zarostu, który ją zdobił. Dotknęła ustami jego lekko rozchylonych warg, ciągle nie wypuszczając męskości ze swej drobnej dłoni.

Odwzajemnił pocałunek, tylko po to, by ona mogła go przerwać i znaczyć drogę powrotną swoim językiem, poprzez jego podbródek, nieco uniesioną klatkę piersiową oraz lekko zarysowane mięśnie brzucha. Ponownie objęła ustami jego męskość i tym razem poruszała głową już znacznie intensywniej, jakby wiedziała, że zbliża się godzina, w której ktoś może im przerwać i mimo wszystko chciała doprowadzić sprawę do końca. Poczuła znajomy dyskomfort lekkiego bólu żuchwy, a nawet ślinę, która ściekała po jej brodzie, jego penisie i dotykała dłoni, którą nieustannie sobie pomagała.

Lekkie popłakiwanie, dobiegające z drugiego pokoju, doszło do jej uszu. Po chwili usłyszała znajomy dźwięk skrzypnięcia drzwi, które zwykle pozostawały uchylone. Nastało też zgrzytnięcie zębami, pełne irytacji i pewnego rodzaju frustracja, która zagościła nie tylko w nim, ale w nich obojga.

– Miałem śen – zaczął niewyraźnie mały chłopczyk, który kurczowo tulił do siebie misia jedną dłonią, a drugą zamykał drzwi.

Mężczyzna, zaraz po tym jak kobieta opuściła jego kolana, pośpiesznie okrył się pierzyną. Ona w tym czasie podeszła do dwu i pół latka.

– Śen? – powtórzyła po nim, naśladując dziecięcą mowę, po czym przykucnęła i wzięła w objęcia syna, po którego policzkach ciągle toczyły się słone kropelki.

– Nie mogłeś zbudzić się jakieś dziesięć minut później? – zapytał mężczyzna z lekką pretensją, na co chłopczyk ani trochę się nie wystraszył, ani nie speszył.

– Miałem śeń! – krzyknął zdenerwowany i, dla zaakcentowania swoich słów, tupnął nogą o podniszczony, domagający się renowacji parkiet.

Brunet wstał, wcześniej pod pierzyną zakładając bieliznę. Szybko też dorwał się do spodni, które wsunął aż za biodra. Nie zapiął ich, sprawiając, że klamra jego paska przypominała odgłos jaki wydają dzwonki, choćby takie sań Mikołaja, a przynajmniej takie skojarzenie zagościło w główce chłopczyka, który już się nie mógł doczekać kolejnych prezentów, na kolejną wigilię. Całkiem już zapomniał, że to będzie dopiero za rok, więc postanowił zapytać mamę o to, kiedy znowu przyjdzie Mikołaj, bo on przecież był taki grzeczny.

Zapinający białą koszulę mężczyzna, na dopytywania chłopca, jedynie pokręcił głową i przewrócił oczami. Zrobił to kilkakrotnie, co nie uszło uwadze jego żony. Odpowiedziała mu uśmiechem, a dziecku cierpliwie tłumaczyła, że święta już były i się skończyły.

– To niech wlócą – stwierdził chłopczyk, jakby to było takie proste, zawrócić czas. Był jednak mały i dla niego takie powroty do tego co miłe wydawały się realnością, czymś możliwym do spełnienia. Dla jego matki było zupełnie inaczej, bo ona już lata temu wyzbyła się złudzeń.

– Już wychodzisz? – zdziwiła się, widząc poczynania męża.

– Muszę dopilnować kilku rzeczy, złożyć kilka podpisów, dopiąć nowy występ na ostatni guzik, odebrać kinematograf z naprawy. Kupa roboty – stwierdził w taki sposób, jakby sam ubolewał nad swoim losem.

Podszedł do okna, by odsunąć ciężkie zasłony, ale światła w istocie to dało naprawdę niewiele. Za szybami ciągle zdawała się panować noc, tak ciemna, że aż mroczna, straszna. Założył czarną kamizelkę i, nie zapinając jej, podszedł do komody, by z górnej szuflady wyjąć pierwszy z brzegu krawat i zarzucić go na swój kark. Nachylił się do żony i musnął jej czoło.

– Zabierz go na spacer, tylko jakiś długi. Może w piłkę z nim zagraj – podpowiadał, czochrając ciemne loki syna prawą dłonią, tylko po to, by po chwili zaczesać kilka z nich za jego ucho. – Postaraj się go zmęczyć, bo gdy wrócę, chciałbym cię mieć tylko dla siebie – dodał i ponownie ułożył usta w dzióbek, ale najpierw cmoknął wciąż wilgotny policzek chłopca, a dopiero potem usta kobiety.

Zmierzając w stronę zamkniętych drzwi, mocował się z paskiem swoich spodni, jakby nie mógł trafić w odpowiednią dziurkę. Z wieszaka zdjął popielatą marynarkę i strzepnął nią w powietrzu, jakby chciał, by wyglądała na bardziej wyprasowaną niż była w rzeczywistości. Nie dostrzegł, że coś wypadło z kieszeni ani nawet tego nie usłyszał, bo był już myślami zupełnie gdzie indziej. Na dodatek chłopiec zaczął krzykliwie, bardzo podnieconym głosem, opowiadać matce swój straszny sen, który go zbudził i zmusił do przyjścia do sypialni rodziców.

Kobieta jednak zauważyła białą, otwartą, nieco wymiętą kopertę. I kiedy mąż wyszedł z pokoju, przełożyła syna ze swoich kolan na łóżko i ruszyła w stronę listu. Wydobyła z koperty kartkę, która kiedyś musiała być mocno zgnieciona. Nie rozumiała jeszcze czemu, ale dłonie jej zadrżały. Sunęła oczami po tekście i litera po literze układała słowa, a z nich formowała zdania, mówiące:


Uzbieraj sto pięćdziesiąt tysięcy, a będę milczeć.

W innym wypadku, dowie się nie tylko twoja żona.

Dowiedzą się wszyscy.


Kartka wypadła z rąk kobiety. Pięść położyła na klatce piersiowej, a otwartą dłoń przyłożyła do ust, by nie wydobyć z siebie żadnego krzyku ani jęku. Spojrzała na drzwi, które jakiś czas temu zamknęły się za jej mężem, pomimo iż tyle razy go prosiła, by pozostawiał uchylone. Tłumaczyła, że zamek się zacina, a ona potem nie ma siły się z nim mocować i nieustannie szarpać klamką. Nigdy tego nie słuchał. Zawsze zamykał. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz