30 grudnia 2025

Ofiary (tom 1) – Fragment 1

 
Ucieczka z bankietu


Margareta przejrzała się w dużym na niemal całą ścianę lustrze. Ułożone było z oszklonych płytek, ale ozdobione złoconą ramą. Zachodziła w myśl jak wytłumaczyć Tomkowi konieczność szybkiego ulotnienia się z bankietu. Poprawiając usta szminką w kolorze burgunda, zastanawiała się jak uargumentować chęć wyjścia. Gdyby Hubert zadzwonił wcześniej, mogłaby powołać się na niechęć do ojca i jego obecność. Teraz nie mogła już tego podać za powód, samodzielnie wytrąciła go sobie z dłoni. Nagły napad złego samopoczucia także nie wchodził w grę, zwłaszcza, że teraz, gdy udała się do łazienki, by odebrać połączenie, byłoby to co najmniej podejrzane.

Margareta nie chciała wiązać swojej przyszłości z Tomkiem i chciała ją z nim móc powiązać. To było dziwne. Kiedy mogła zadecydować, to wolała go odepchnąć, ale gdy istniało ryzyko, że to on mógłby zechcieć odepchnąć ją, była gotowa zrobić niemal wszystko, by nie dać mu powodu do tego. Marga chciała mieć Tomasza Przybylskiego, a jednocześnie starała się uniknąć zależności, czyli tego, by Tomasz Przybylski miał ją. W zaistniałej sytuacji, jednak nie miała zbyt wiele czasu, by się nad pokrętnością swych uczuć nawet zastanawiać. Była zmuszona działać.

Wróciła do salonu i dla niepozorności, zagadnęła jeszcze Pawła. Poczuła się bezpiecznie. Paweł zapewnił ją, że z jego strony nie padnie ani jedno słowo o jej prywatnej profesji, ale uprzedził, że z racji przebywania w tym samym towarzystwie, będą musieli skończyć z płatnymi spotkaniami.

Przyznała mu rację. Przytaknęła.

– Trzymaj się go – szepnął do niej, kiedy wykonała już pół kroku w stronę Tomasza, stojącego w progu otwartego balkonu, z zapalniczką w jednej dłoni i papierosem w drugiej. – To dobry facet. Z tych porządnych, ambitnych – dopowiedział ze smutnym, ale jednak serdecznym uśmiechem.

– Dzięki – odszepnęła. Puściła mu niepozorne oczko i postąpiła kolejne kroki w kierunku otwartego balkonu.

Tomasz już nie stał w progu. Opierał się łokciami o murowaną balustradę, przyozdobioną zieloną girlandą oraz białymi lampkami. Palił papierosa. Nikt mu nie towarzyszył.

– Nerwy? – zapytała, kładąc dłonie na jego muskularnych plecach. Sunęła nimi aż na barki. Rozpoczęła delikatne masowanie. – Lubią cię tutaj – zauważyła na głos.

– Ciebie też polubili – odpowiedział i spokojnie, bardzo powoli się wyprostował. Odwrócił się do Margarety. Zaciągnął dymem. – Szkoda, że chcesz, by to był ostatni raz. Wyjątkowo tutaj pasujesz.

– Bo mam ojca lekarza? – zadrwiła, wciąż mając mu za złe, że nakierował Ganszera na jej i Doriana pokrewieństwo. W całej istocie jednak rozumiała dlaczego w ten sposób postąpił. Sama też nigdy w życiu nie przepuściłaby takiej okazji.

W odpowiedzi Tomek najpierw pokręcił głową.

– Masz klasę – skomplementował.

– A ty momentami przejawiasz jej brak – skrytykowała. – Lub wątpisz, z niewiadomych przyczyn, w swoje zdolności zawodowe – dodała, gdy nagle w jej głowie zaświtał pewien pomysł. Postanowiła mentalnie trzymać kciuki za samą siebie, by się udało. – A może nie tylko w te zawodowe – dopowiedziała kokieteryjnie. Przybliżyła swoje usta, do ust Tomka. Sprawiła, że czuł na swojej brodzie, pokrytej ledwie dwudniowym zarostem, ciepło jej oddechu.

Uśmiechnął się. Jawnie lekko zawstydził. Spuścił głowę.

– Jak ty to robisz? – zapytał.

Nie wiedziała o co mu chodzi.

– Co robię? – postanowiła dopytać.

– Ledwie się odezwiesz, a... to banał, ale świat wydaje się wtedy jakiś taki lepszy – odparł.

– To pewnie, dlatego że wtedy ci staje – rzuciła śmiało. – I pewnie też, dlatego że wtedy sobie wyobrażasz, co byś ze mną robił, gdybyśmy akurat byli sami.

– Zawsze możemy być sami – zaproponował, a ona poczuła pierwsze drobne zwycięstwo. Słowa Tomka świadczyły o tym, że niczym rybka złapał haczyk, a to zbliżało ją do postawionego sobie celu, jakim było opuszczenie lekarskiego bankietu.

– A więc możemy pojechać do mnie i dokończyć to co zacząłeś ze mną robić – proponowała dalej, niezwykle śmiało, ale z jawną grą aktorską. Odgrywała skromność i zawstydzenie, a może policzki pąsowiały jej pod wpływem stresu, który narastał z każdą jedną sekundą, albo zimna, gdyż przecież toczyli tę rozmowę na balkonie.

– A co zacząłem z tobą robić? – podpytywał.

– Nie wiem. Chyba jestem mało doświadczona. Nie potrafię tego nazwać.

– O nikłe doświadczenie bym cię nawet nie podejrzewał – przyznał bez przygany w głosie.

– I nie przeszkadza ci to? – spytała. Przybrała zmartwioną, nieco zasmuconą maskę.

– Nie – odparł, kręcąc głową. – Myślę, że lubisz Szekspira – odgadywał, mając wiedzę na temat tego, jakie książki znajdują się na półce w jej mieszkaniu. – Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają – zacytował. Sprawił, że Margarety usta się szczerze zaśmiały.

– Wznieśmy się – warknęła cicho. Stanęła na palcach. Ustami dosięgnęła ucha Tomka. Ocierała o nie, pozostawiając burgundowy ślad po szmince, która zdobiła jej wargi. – Wzlećmy wysoko – wymruczała.

– Nie podobało ci się – przypomniał.

– Nie – zaprzeczyła. – Nie podobało mi się, że mi się podobało – sprostowała. – Co jeszcze oprócz bondage  i sharp objects  masz w zwyczaju praktykować? – ciągnęła go za język, jednocześnie wciąż martwiąc się uciekającym czasem.

Tomek uśmiechnął się, ale nie był zmieszany. Wręcz przeciwnie, poczuł się niezwykle pewnie.

– Klapsy? – podpytywała, zdając sobie sprawę, że pieprzy największe głupoty i byłaby w stanie powiedzieć ich jeszcze wiele, byleby tylko wyciągnąć go z tej przeklętej imprezy.

– Może nawet coś więcej – uprzedził. – Ale tylko, gdy naprawdę zasłużysz – dopowiedział, przeskakując tym postawioną przez Margaretę poprzeczkę. Tomek wbił się w rolę, w której Margareta nieopacznie go obsadziła. I nie brzmiał przy tym jakby z nią flirtował, a raczej jakby jej jawnie groził albo jedynie ją ostrzegał.

Marga poczuła nieznany jej wcześniej rodzaj strachu. Było to uczucie zbliżone do tego, które towarzyszyło jej w kuchni, podczas gdy Tomek operował nożem tuż przy jej ciele, pozbawiając ją w ten sposób bielizny. Tym razem jednak od razu odnajdywała w tym strachu szczyptę podniecenia. Odczuła ucisk w dole brzucha i nie był to nieprzyjemny skurcz żołądka.

Wspięła się na palce, by ponownie dosięgnąć ucha swojego kochanka.

– Umówmy się, że już zasłużyłam – szepnęła. – Właśnie uciekam z imprezy – dopowiedziała, oddalając się od niego na dwa kroki. – I liczę na to, że mnie złapiesz – zachęciła Tomka do podjęcia wyzwania, jednocześnie decydując się na ostateczność, a później obróciła się na pięcie i ruszyła przodem, wprost do drzwi.


Więcej informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz