17 marca 2026

Dobra tylko czysta – Fragment 2

            

Nauczyciel i uczennica


Sara siedziała dokładnie naprzeciwko Javiera. Nie oddzielał ich żaden stolik. W mieszkaniu panowała całkowita cisza. Ciemna, ciężka zasłona zupełnie odbierała pokojowi słoneczne światło. Zamiast tego świeciło się kilka świec. Mężczyzna zadbał więc o odpowiednią atmosferę. Zapewne z tego samego powodu przywdział dżinsy i koszulę. Zapiął ją pod samą szyję. Założył krawat.

Sara wstała i obeszła krzesło. Wsparła dłonie na jego oparciu.

– Dlaczego nie odpowiesz? – zapytał po hiszpańsku.

Dobra tylko czysta – Fragment 1

           

Mąż i żona


Javier zabrał Beatrice do centrum handlowego na ulicy Poznańskiej. Była to pierwsza galeria handlowa w Kaliszu. I nawet pomimo powstania większej galerii – Tęczy, wciąż mieściła się w niej kawiarnia. Nie była ekskluzywna. Stoliki ustawione były w jej korytarzu, nieopodal wysp sprzedażowych, reklamowanych aut i automatów do gier, w większości typu gashapon. Kawiarnia serwowała głównie lody i gofry dla najmłodszych klientów galerii, tak by i oni mieli frajdę z zakupów. 

Javier poprosił o herbatę z imbirem dla siebie i cappuccino dla Beatrice. Zamówienie składał w połowie po polsku, a w połowie po angielsku, choć nie nawykł do takiego sposobu prowadzenia rozmowy. Wcześniej zawsze posługiwał się telefonem komórkowym i translatorem.

Dobra tylko czysta – Rozdział 4

          

Facet w białej koszuli


Zawsze ściągała całą biżuterię nim zasiadła do komputera. Bransoletka i zegarek przeszkadzały jej podczas stukania w klawiaturę i operowania myszką, co było nawet zrozumiałe, ale ona w obnażaniu się z bogactwa posuwała się o krok dalej – zdejmowała także kolczyki. Jej uroda była wyjątkowa i wielu nie umiałoby jej docenić. W dzieciństwie marzyła, by jej włosy miały inny kolor. W wieku nastoletnim miała kompleksy z powodu piegów. Dziś nie żałowała niczego – ani rudości, ani niedoskonałości na twarzy.

Dobra tylko czysta – Rozdział 3

         

Panna Wielka Tajemnica


Szymon podjechał na ulicę Podmiejską, która już dawno nie była pod miastem, a zaczynała stawać się jedną z głównych ulic. Odnosił wrażenie, że centrum miasta się przenosi, z Głównego Rynku, do którego miał od siebie trzy kroki, do blokowisk, które kiedyś zdawały się stać przy mieście, nawet do niego nie należąc. Teraz to tam rządzący miastem organizowali imprezy połączone z koncertami. Stała tam wielka hala sportowa. Nieopodal niej była szkoła gimnazjalna, która w roku, w którym powstała, tak wysoko ustawiła poprzeczkę, że przez długie lata wydawała się być najlepszą ze szkół, a jej uczniowie zdobywali najwyższe wyniki, które otwierały im drogi do najlepszych liceów, a następnie studiów.

Dobra tylko czysta – Rozdział 2

        

Samotne rodzicielstwo


Sara siedziała przy niedużym, kwadratowym, białym stole. Wpisywała w translator poszczególne stany emocjonalne i dopisywała do nich na skutek czego powstają. Przetłumaczone równoważniki zdań przepisywała na karteczki, wycięte z bloku technicznego. Następnie wkładała zapisane kartoniki w odpowiednią przegródkę, w plastikowe, śniadaniowe pudełko.

Iwan w tym czasie leżał na piankowej, kolorowej macie, bo choć jego matka ceniła minimalizm i stonowaną kolorystykę, to jednak chciała, by dzieciństwo jej syna było iście tęczowe. Naokoło malca rozstawione były różnego rodzaju zabawki. Niektóre grały, a inne grzechotały, gdy uderzał w nie rączką lub nóżką. Bez problemu przekręcał się już na brzuszek, zdarzało się, że samodzielnie usiadł. Nie raczkował. Czołgał się niczym żołnierz.

Dobra tylko czysta – Rozdział 1

       

Głęboko ukryte poczucie winy


Miał trzydzieści lat i choć zwykle nie wyglądał na więcej niż ćwierć wieku, to tej nocy szarość wstąpiła na jego twarz, uwidaczniając przy tym kilka znaczących zmarszczek. Piotra zazwyczaj skutecznie odmłodniał ubiór. Nawet teraz, po wzięciu letniego prysznica, przywdział czarną koszulkę z motywem Kubusia Puchatka i spodenki w kolorowe kwadraty.

– Lepiej się czujesz? – zapytał Szymon, który postanowił zostać na tych kilka chwil, by nie czuć się potem odpowiedzialnym za wypadek kolegi. Uznał, że pod prysznicem łatwo się poślizgnąć, a w stanie, w jakim był Piotrek, nietrudno było nawet o utratę przytomności. Wciąż zachodził w myśl, jak tak szybko mogło go rozłożyć i cóż to było. Szczerze wątpił, by tak zadziałał na niego sam alkohol. On, nigdy nie wylewając za kołnierz, nie spotkał się z taką reakcją własnego organizmu.

Dobra tylko czysta – Prolog

      

Nie tylko jej oprawca


Najstarsze miasto w Polsce świeciło pustkami. A nie była to nawet dwudziesta druga godzina. Na dodatek pierwszy dzień weekendu. Ponura atmosfera i ogólne opustoszenie sprawiły, że poczuł się nieswojo. Lubił gwar, nawykł do hałasu.

Mróz szczypał go w uszy, a szpanerska czapka z daszkiem nie chroniła przed zimnem. Dłonie wcisnął do kieszeni biało-turkusowej zimowej kurtki. Szybko jednak je stamtąd wyjął, by otworzyć paczkę papierosów, wydobyć z niej jednego, a potem posłużyć się zapalniczką.

12 marca 2026

Arena – Rozdział 4

      

Aurora


Dwudziestopięcioletni Nataniel usiadł na jednym z białych, drewnianych krzeseł ustawionych w ogrodzie, naokoło owalnego stołu. Łokcie wsparł na podłokietnikach, a palce swoich dłoni splótł. Trwonił czas na obracanie kciukami i starał się pohamować mimikę własnej twarzy wskazującą na to, że nadal odczuwa ból w okolicy żeber i brzucha. Poprosił Isabel o doniesienie kosza z owocami. Uwielbiał owoce.

– Długo będziesz jeszcze trzymał tę dziwkę? – zapytał Garido bezo grudek.

Arena – Rozdział 3

     

Isabel


Skąpo ubrana, jedynie w białą, przewiewną suknię, Isabel podeszła wolnym krokiem do łoża swojego pana. Przyłożyła okład z ziół na jego poharatane od uderzeń łańcucha plecy.

– Czterysta czterdziesta ósma walka – wypowiedział półprzytomnie zbolałym głosem, ale nie płakał. Skutecznie oduczył się lania łez w dzieciństwie, gdzie za choćby chwilę słabości i okazywania innych uczuć niż szacunek, otrzymywał solidne baty. Nie wolno więc było jemu ani płakać, ani się bać, a przynajmniej nie miał prawa okazywać strachu.

Arena – Rozdział 2

    

Wyuczony taniec


Przed wejściem na Arenę zawrzało od dyskusji młodych dam – córek możnych. Wszystko za winą Eryki, gdyż ta napomniała o obietnicy jaką rada możnych złożyła jednemu z niewolników. Wszystkie panie były tym faktem poruszone i ukrywały się za filarem, by zobaczyć słynnego Nataniela. Wejście na Arenę było dla nich zamknięte, były stanowczo za młode by uczestniczyć w tak brutalnych rozrywkach, a ojcowie i matki nie wtajemniczali ich w wydarzenia z ringu.

– Ale jak to możliwe, by pozwolili mu powziąć za żonę, którąś z nas? – pytała jedna.

Arena – Rozdział 1

   

Pół tysiąca walk


Ludzie od wieków mawiają, że czas leczy wszystkie rany i zwalcza wszelkie dolegliwości oraz nieprzyjemności. Dzieci więc wyobrażają sobie czas jako czarodzieja, który odejmuje trosk, jakby za dotknięciem zaczarowanej różdżki. Nataniel miał pięć lat, gdy rozpoczęło się jego szkolenie. Przestał wierzyć w czary i bajki, a zaczął dostrzegać rzeczywistość. W jego przypadku czas nie leczył ran, bo niemal każdego dnia powstawały nowe.

Pierwsze tygodnie jego życia na wyspie były okropne. Był głodzony tylko po to, by to zagrzało go do walki, bo za wygraną przysługiwał mu posiłek. Później Garido stwierdził, że nie mogą zrobić z niego całkowitego dzikusa, trzymanego w ciemnościach, bo w końcu sami nad nim zapanują i będzie im za trudno się z nim porozumieć, by móc coś od niego uzyskać. Przyznali więc chłopcu jeden z osobnych pokoi i opiekunkę – młodą wtedy kobietę, która miała nauczyć go mówić, myć gdy wróci z treningów, rozmasowywać obolałe mięśnie i leczyć zadane przez trenera lub przeciwnika rany.

Arena – Prolog

  

Nataniel


Za dwiema rzekami, pięcioma górami i ciemnym lasem znajdowała się piękna kraina. Czas tam zdawał się stać w miejscu i być łaskawym dla swych mieszkańców. Mężczyźni chodzili na polowania, a potem wracali do swych drewnianych lub przypominających namioty chatek. Powracali do kochających żon i beztroskich dzieci, które często do późna bawiły się wokół ogniska, nie zważając na uprzedzenia rodziców, by uważali, bo mogą się sparzyć.

Mały, ciemnowłosy, pięcioletni Nataniel był jednym z takich właśnie dzieci. Zawsze chciał być wszędzie pierwszy, bez ustanku się spieszył i nie słuchał niczyich przestróg. Uśmiech nie schodził mu z buzi, gdy wojował na drewniane miecze ze starszym bratem i jego przyjaciółmi. Ani chłopiec, ani jego rodzice, ani nikt mieszkający nieopodal nie mogli podejrzewać, że ich wioska jest obserwowana przez złych, chciwych, rządnych władzy ludzi.

11 marca 2026

Na kartkach pamiętnika – Fragment 2

            

Burza z piorunami


Clara

Z dokumentem zwiniętym w rulon i wciśniętym do mojej małej torebeczki, w taki sposób, że w połowie wystawał, ruszyłam do domu mego ojca. Oczywiście nie szłam na piechotę. Wsiadłam do kolaski i postanowiłam sama nauczyć się ją powozić. Obawiałam się, bo mój brat zmarł w wyniku wykolejenia się powozu, poza tym nie miałam w powożeniu żadnego doświadczenia, ale trochę nauczyłam się na zasadzie obserwacji, więc nie poszło mi aż tak tragicznie i udało mi się dotrzeć na miejsce w jednym kawałku.

Na kartkach pamiętnika – Fragment 1

           

Wyścig z czasem


Clara

Nie wiem co wtedy myślałam, gdy tak pędziłam przed siebie. Czułam wiatr we włosach, a ogier rozpędzony był tak bardzo, że gdyby nie emocje, które we mnie szalały, to zapewne umierałabym ze strachu. Wtedy jednak nie przejmowałam się niczym, nawet nawoływaniem Mattea, który deptał mi po piętach.

Minęłam karczmę, do której wcześniej zmierzałam. Nie mogłam się jednak przy niej zatrzymać, bo byłam pewna, że Matteo zaraz poszedłby w moje ślady, wyszarpnął mnie ze środka, o ile w ogóle bym zdążyła do niego wejść, i zatargał do domu. Uderzyłam więc zwierzę w zad otwartą dłonią, by przyspieszyło.

Na kartkach pamiętnika – Wpis trzeci

          

To musiał być prawdziwy wilkołak


Clara

Mijał rok od śmierci Cristiana. Filippo zamknął się w sobie i jedynym czym się zajmował było budowanie statków. Pierwsze były z papieru, ale ten szybko namakał i przez to statek się giął, leciał na boki, składał lub w ogóle topił w dużej, blaszanej misce czy w kałuży. Gdy akurat było po deszczu, to Filippo korzystał z jego dobrodziejstw i testował swoje wyroby na podwórkowych kałużach, a nie na przyniesionej ze studni wodzie. Obserwowałam jego poczynania, ale milczałam, bo on też prawie się nie odzywał. Był coraz starszy i należał do samotników. Wcześniej akceptował mnie jako swoją siostrę i Cristiana jako niemal brata, ale potem, po śmierci przyjaciela, akceptował już towarzystwo, tylko i wyłącznie, samego siebie.

Na kartkach pamiętnika – Wpis drugi

         

Tajemnica zakazanej rzeki


Clara

Jako dziecko zawsze się smuciłam, kiedy Cristiano wyjeżdżał albo kiedy my – ja i Filippo – musieliśmy wracać ze wsi do domu. Nie było miesiąca, byśmy nie widzieli się choćby przez jeden, krótki dzień. Czymże jednak jest dzień dla małego dziecka, zwłaszcza jeśliby równać go do ponad dwudziestu siedmiu długich dni i nocy? Jest jakimś maleństwem, kropeczką na morzu białej stronicy, jedną cyfrą na taką ich ilość w kalendarzu. Przez te wszystkie dni, kiedy Cristiana z nami nie było, szukaliśmy z nim kontaktu na różne sposoby. Raz nawet wrzuciliśmy butelkę, z listem umieszczonym w jej wnętrzu, wprost do rzeki, mając nadzieję, iż ta do niego dopłynie. Nie było nam dane się o tym przekonać, gdyż nie zakorkowaliśmy jej i butelka poszła na dno na naszych oczach, a wraz z sobą zabrała nasze gryzmoły. Właściwie, to moje gryzmoły, gdyż Filippo, jak na pedanta przystało, stawiał ładne, zgrabne, pełne litery. Ja pisałam jak kura pazurem – przynajmniej tak mówiła nasza mamka.

Na kartkach pamiętnika – Wpis pierwszy

        

Dzieckiem być, wciąż marzyć i śnić


Clara

Początki zawsze są trudne – tak mawiała moja matka. Ojciec za to uczył konsekwencji, raczej z marnym skutkiem, gdyż od najmłodszych lat do wszystkiego miewałam słomiany zapał. Pamiętam, jak zapragnęłam nauczyć się jeździć konno. Wypłakałam nawet własnego kucyka. Zawsze płakałam, kiedy prośby, groźby i obietnice nie skutkowały. Tata się na to nabierał, w obawie, że się rozchoruję. Mama nie była tak naiwna ani dobrotliwa dla swego najmłodszego dziecka, ale z pobłażliwym przymrużeniem oczu patrzyła na to, jak ojciec zaspokajał moje kaprysy. Wiele ich było. Wydaje mi się, że kapryśna byłam już w łonie matki, a jeśli nie, to nabrałam tej cechy, wraz z zaczerpnięciem pierwszego oddechu.

Na kartkach pamiętnika – Prolog

       

Na kartkach pamiętnika


Clara

Gdyby kiedykolwiek w mym młodym życiu, wpadł w moje dłonie dziennik, z którym mogłabym wieczorami siadywać i zapisywać w nim wszystko, to co wydarzyło się minionego dnia albo, gdybym otrzymała taki właśnie prezent od któregoś z rodziców, to na środku pierwszej strony nie wykaligrafowałabym starannie swojego imienia. Clara umieściłabym gdzieś w mało istotnym miejscu. Może w lewym, górnym rogu, albo w prawym. Tak, w prawym, ale dolnym, bo tak o wiele lepiej by się prezentowało.

Novus ordo (dodatek) – 3. część 2

      

Simon & Estera


Simon BraveWinner

Wracam do domu z nocnego dyżuru. Jest godzina ósma rano. Mijam szkołę. Dzieci biegają po boisku. Kilku spóźnionych uczniów dobija się do głównej bramy. W naszej rodzinie to Steven jest takim uczniem. Mój młodszy brat spóźnia się wszędzie. Często żartujemy, że gdy już zostanie trenerem szkolnym, niektórzy uczniowie będą mieli odwoływane pierwsze lekcje, bo nie ma opcji, by się na nich zjawił.

Novus ordo (dodatek) – 3. część 1

     

Simon & Estera


Estera BraveWinner

Tej nocy chyba już ósmy raz wymiotuję. Simon jest przy mnie. Trzyma moje długie włosy, by te nie wpadły do muszli klozetowej. Poza konwulsjami czuję jeszcze wstyd. Palący wstyd. Nie pamiętam wszystkich wydarzeń, a już z pewnością nie potrafię ich poukładać chronologicznie. Boli mnie gardło, brzuch, kolana. Przez chwilę zastanawiam się czy Julita czuje się tak samo okropnie jak ja. Domyślam się, że nie. Ona ma większą wprawę. Sama chwaliła się, jak w Australii samodzielnie opróżnia pół litra wódki i dwa wina.

Novus ordo (dodatek) – 2. część 2

    

Dominik & Eva


Dominik Strahovski

W Novus ordo rachunki telefoniczne przychodzą co dwadzieścia dni, czyli są naprawdę za niedługi okres. Ilekroć patrzyłem na nasz, nie mieściło mi się w głowie, jak może opiewać na taką kwotę. Zdarzały się od tego wyjątki. Zwykle po laniu za zbyt wysoki rachunek telefoniczny, Eva przez jakiś czas się pilnowała. Trwało to kilka miesięcy, w porywach do pół roku, a po tym czasie, stopniowo, pozwalała sobie na coraz więcej. Aż znowu rachunki telefoniczne opiewały na gigantyczne kwoty. Tym razem jednak przeszła samą siebie.

Novus ordo (dodatek) – 2. część 1

   

Dominik & Eva


Eva Strahovska

Budzę się później niż zwykle. Jest siódmy dzień tygodnia. Od dawna nikt już ich nie nazywa. Każdy tylko liczy. Od jednego do siedmiu. Podobnie jak kiedyś. Niemal identycznie.

W naszym domu, w siódmy dzień tygodnia, to zawsze Dominik przygotowuje śniadanie albo raczej śniadania, bo wygląda to jak mała uczta. Lubi to. W ten sposób spędza czas z córkami – i tymi młodszymi i tymi starszymi. A ja dzięki temu mogę się wyspać.

02 marca 2026

Novus ordo (dodatek) – 1. część 2

  

Samuel & Julide


Julide BraveWinner

Novus ordo wita mnie dokładnie tak, jak się tego spodziewałam. Niemal zupełnie pustym lotniskiem. Cieszy mnie to. Nie chciałam od razu poznawać rodziny Samuela. Nieco ponad miesiąc temu dałam jemu ten sam komfort. Sprawiłam, by najpierw poznał mnie, następnie odpowiednio się ubrał, a dopiero potem przedstawiłam go swoim przyjaciołom, na końcu rodzinie. Zaakceptowali go. To nie było trudne. Domyślam się, że w drugą stronę nie będzie tak łatwo. Ode mnie świat Novus ordo wymaga znaczenie więcej niż moja Australia od Sama.

Novus ordo (dodatek) – 1. część 1

 

Samuel & Julide


Samuel BraveWinner

Siedzimy naprzeciw siebie, w prywatnym samolocie należącym do Novus ordo. Nie rozmawiamy. Ja uważnie ją lustruję, a ona udaje, że czyta książkę. Skąd wiem, że udaje? Nie przełożyła ani jednej strony od ponad dwudziestu minut. Jej wzrok niemal tkwi w miejscu. Zapewne litery przed jej oczami już dawno się rozmazały. Nie zadała sobie nawet trudu, by włożyć okulary.

Przełykam ślinę. Sięgam po niewysoki, beczułkowaty kieliszek, stojący na krótkiej nóżce. Robię łyk koniaku. Sunę spojrzeniem po długich, nienaturalnie brązowych, bardzo lśniących włosach mojej żony. Uwielbiam je. I wystarcza, że o tym pomyślę, a niemal czuję ich dotyk pod palcami.

01 marca 2026

Zostaw uchylone – Fragment 2

 

Pasek od torebki


Amanda przycisnęła małego Pedra mocniej do swojej piersi, jakby instynktownie chciała go uchronić przed gniewem ojca. Nie miała takiej mocy. Chłopiec doskonale słyszał gniewny ton swojego rodziciela i przez to tym bardziej nie mógł się uspokoić, a jedno co był w stanie czynić, to płakać i spazmatycznie nabierać powietrza.

– Wysiądź z samochodu – polecił Marco ponownie po dłuższej chwili milczenia.

Zdecydowała się położyć dłoń na klamce, nacisnąć ją w dół, otworzyć drzwi i wygramolić się z automobilu z dzieckiem na rękach. Deszcz zacinał od lewej strony, gdy mały Pedro, szlochając, dopytywał się o to, gdzie teraz pójdą. Amanda zdecydowała się iść przed siebie, pod zadaszenie, które było częścią rozpadającej się chatki. Nie miała słów i cierpliwości, by uspokoić płaczącego, dygoczącego z zimna synka. Pomimo tego jednak zdobyła się na pogłaskanie go po kręconych włosach i jednorazowe zapewnienie, że wszystko będzie dobrze.

Zostaw uchylone – Fragment 1


Mieć własne zdanie


– Nadal się nie odzywasz? – zapytał Marco i wycofał na główną drogę.

– Z tobą nie ma sensu rozmawiać. Z tobą nie ma rozmowy – stwierdziła z bardzo dużym niezadowoleniem wymalowanym na twarzy.

– Skoro tak bardzo lubisz mówić, to może pochwalisz się tym kto miał cię przed naszym ślubem? – brzmiał, jakby ją zagadywał, jakby nie mówił o zdradzie, a o czymś co oboje przeczytali w porannej gazecie.

– Znowu – syknęła. – Sam nie byłeś wierny, ale mnie chcesz rozliczać! – uniosła się, nie zważając na to, że jej synek niespokojnie się zawiercił.