17 marca 2026

Dobra tylko czysta – Prolog

      

Nie tylko jej oprawca


Najstarsze miasto w Polsce świeciło pustkami. A nie była to nawet dwudziesta druga godzina. Na dodatek pierwszy dzień weekendu. Ponura atmosfera i ogólne opustoszenie sprawiły, że poczuł się nieswojo. Lubił gwar, nawykł do hałasu.

Mróz szczypał go w uszy, a szpanerska czapka z daszkiem nie chroniła przed zimnem. Dłonie wcisnął do kieszeni biało-turkusowej zimowej kurtki. Szybko jednak je stamtąd wyjął, by otworzyć paczkę papierosów, wydobyć z niej jednego, a potem posłużyć się zapalniczką.

Dotarł na miejsce. Prosto pod starą, zabytkową kamienicę, w której nie mieściło się żadne muzeum. Honor oddano jej jedynie tabliczką wmurowaną w ścianę, przy której widniał wulgarny napis i nieudany portret penisa.

Wszedł w bramę, lekko się przy tym chwiejąc. Poczuł zawroty głowy. Nie wiedział czy tak źle działa na niego ciepło alkoholu, który wypił przed wyjściem, czy może zimno pory roku, jaka właśnie rozpanoszyła się w Polsce.

Wsparty o ścianę, wyczekiwał aż jego kolega z pracy zamknie mieszkanie i raczy stanąć przed jego obliczem, przy okazji wskazując drogę prowadzącą do samochodu. Tego w tamtej chwili pragnął najbardziej – możliwości siedzenia i choć minimalnego ciepła. Samochód spełniałby obydwa z jego pragnień.

Doczekał się. Szymon zatrzasnął za sobą metalową kratę, otwieraną domofonem, który jakimś cudem jeszcze nie został zdewastowany przez okoliczną młodzież. Wskazał drogę do pojazdu i rzucił rytualne:

– Kiepsko wyglądasz.

– Źle spałem. Musiałem się napić – odparł, wyrzucając niedopałek.

Piotr, pomimo zawodu, nigdy nie przejmował się tym, iż może dostać mandat za zaśmiecanie środowiska. Gdyby taki otrzymał, nie uważałby nawet tego za skandal, a powód do żartów i idealną anegdotę na nudne wieczorki z licznymi kochankami, choć te rzadko nudnymi bywały.

– Spałeś przed północą? – zdziwił się Szymon.

– Organizm się dopominał – wymruczał. Sam był z tego faktu niezadowolony. Spać nie lubił. Od dobrych kilku lat uważał sen za marnotrawstwo czasu.

Obaj wsiedli. Jeden na miejsce kierowcy, a drugi na to przeznaczone dla pasażera.

– Zostawiłeś Lenę samą? – zapytał Piotr, a potem potarł dłoń o dłoń, by choć odrobinę je ogrzać.

– Ojciec z nią siedzi.

– To nie mogło poczekać do rana? Nie musiałbyś go ściągać. Ja bym się upił i spał. I nie zmarzłbym – wyliczał, a ostatnie podkreślił w taki sposób, jakby było najważniejszym.

– Rzekomo nie mogło. Lekarz ma w końcu coś dla nas w sprawie panny Wielka Tajemnica.

– Tej co nawet matce nie powiedziała gdzie pracuje? – dopytywał Piotrek.

– Aktualnie prowadzimy jedną sprawę – śmiał przypomnieć Szymon. – Właśnie tę – dodał.

– Będę milczał. – Piotr z udawaną urażoną miną spojrzał w boczną szybę. Śnieg za nią nie nastrajał go optymistycznie. Pomyślał, że przyjdzie mu kupić cieplejsze buty, bo adidasy, pomimo tego, że były jesienne i nie przemakały, słabo nadawały się na taką pogodę.

Kiedy dotarli do szpitala i wjechali windą na piąte piętro, od razu ruszyli w stronę pokoju lekarskiego. Około czterdziestoletni mężczyzna w białym kitlu, o włosach czarnych niczym heban i jasnym, turkusowym spojrzeniu, jakby na nich czekał. Stał przed biurkiem. Podał każdemu z osobna dłoń.

– Witam panowie – powiedział, siląc się na delikatny uśmiech.

– Obudziła się? – zadał pytanie Szymon.

Piotr doskonale zdawał sobie sprawę, że do tak dobrych wiadomości nie wezwaliby ich tak szybko. Uważał, że to te złe najszybciej się roznoszą i do innych docierają.

Lekarz sposępniał i pokręcił głową.

– Wcześniej nie miałem za bardzo czasu na rozmowę z wami. Musiałem zająć się pacjentami. Poza tym, nie byłem pewny.

– Do rzeczy – warknął Piotrek zirytowany takim owijaniem w bawełnę. Ponownie poczuł zawroty głowy i zachwiania równowagi.

– Pan coś pił? – zainteresował się lekarz.

– Jestem po służbie – uświadomił go, a potem usiadł na kozetce, czując się dokładnie tak, jakby dłużej nie dał rady ustać.

Sam dziwił się takiemu stanowi u siebie, bo nie wypił aż na tyle dużo, by być aż tak mocno pijanym, a objawy miał jak alkoholik po kilkudniowym melanżu. Przekrwionymi, zmęczonymi oczami ponownie spojrzał na doktora.

– W takim razie przepraszam, że was wezwałem, ale sądziłem, że to nie może czekać, że dla was jest ważne.

– Do rzeczy – warknął ponownie Piotr.

– Przestań – zganił go szeptem Szymon. – Co chce nam pan powiedzieć? – zapytał, a potem przeżuł gumę w taki sposób, że rozmówca był w stanie ją zobaczyć.

– Ona była w ciąży – odpowiedział wprost.

– Jak to była? Poroniła? – dopytywał blondyn.

Jego kolega z pracy, o włosach o kilka tonów ciemniejszych, wstał z wrażenia i wyczekiwał dalszych informacji w wyjątkowym, jak na niego, skupieniu.

– Usunęła? – zgadywał dalej Szymon.

– Nic z tych rzeczy – powiedział po chwili milczenia lekarz. – Dokonano cesarskiego cięcia i to musiało być na krótko przed... albo po... Tego nie mogę ustalić.

– Po? – zdziwił się Piotrek. Zmarszczył czoło i zmrużył oczy. Trwał tak do chwili, dopóki lekarz ponownie nie zabrał głosu.

– Szwy są świeże.

– To jeszcze o niczym nie świadczy – stwierdził ostro Szymon. – Mogła mieć zabieg w szpitalu, wyjść na własne żądanie, porzucić tam dziecko albo nawet je zabrać.

Lekarz pokręcił głową.

– Nie, nie mogła. To amatorskie szycie, wykonane w niehigienicznych warunkach.

Szymon westchnął. Piotrek ponownie zajął miejsce na kozetce.

– Co chce nam pan tak właściwie powiedzieć? – zapytał Szymek spokojnie, bardzo powoli. – Że szukamy nie tylko jej oprawcy, ale przede wszystkim kogoś, kto porwał jej dziecko? – ciągnął zapytanie dalej.

– Nie jestem od prowadzenia śledztwa i tego typu domysłów, to wasza profesja, ale... tak. – Przytaknął głową w sposób niezwykle teatralny, ale uczynił to przez zdenerwowanie. W żaden sposób nie było to gestem zaplanowanym. – Wydaje mi się, że tak właśnie mogło być – dokończył, a potem zamilkł.

– Cholera jasna – przeklął Piotrek. – Idziemy – polecił Szymonowi. – Muszę się w końcu wyspać, bo śnię jakieś straszne horrory na jawie.


Więcej informacji


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz