Samuel BraveWinner
Siedzimy naprzeciw siebie, w prywatnym samolocie należącym do Novus ordo. Nie rozmawiamy. Ja uważnie ją lustruję, a ona udaje, że czyta książkę. Skąd wiem, że udaje? Nie przełożyła ani jednej strony od ponad dwudziestu minut. Jej wzrok niemal tkwi w miejscu. Zapewne litery przed jej oczami już dawno się rozmazały. Nie zadała sobie nawet trudu, by włożyć okulary.
Przełykam ślinę. Sięgam po niewysoki, beczułkowaty kieliszek, stojący na krótkiej nóżce. Robię łyk koniaku. Sunę spojrzeniem po długich, nienaturalnie brązowych, bardzo lśniących włosach mojej żony. Uwielbiam je. I wystarcza, że o tym pomyślę, a niemal czuję ich dotyk pod palcami.
– Może czegoś do picia? – pytam grzecznie, domyślając się, że musiało zaschnąć jej w gardle.
Nim odpowie, wyciągam z mini lodówki szklaną butelkę wody mineralnej, gazowanej. Zaopatrzyłem się w kilkanaście takich butelek w Australii. Wiem, że Julide pija tylko wodę gazowaną. Takiej bez gazu nie toleruje. Z jakiegoś powodu chcę, by wniosła z sobą trochę Australii do Novus ordo. Tej niewinnej Australii, w postaci gazowanego napoju czy ulubionych chipsów o smaku fromage. Pragnę po prostu, by było jej miło.
– Dziękuję – odpowiada i myślę, że wciąż jest pod wrażeniem moich manier. Tego, że sięgam po szklankę szybciej od niej i że to ja ją dla niej napełniam.
Julide odkłada książkę. Nawet nie zaznacza, gdzie skończyła, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie czytała, tylko udawała, że to robi.
– Muszę złożyć przysięgę? – pyta w końcu. Przejmuje ode mnie szklankę. Robi mały łyczek. Zakłada nogę na nogę. Następnie przekłada te nogi. Denerwuje się. Nie wie już sama jak ułożyć się w siedzeniu.
Przytakuję najpierw ruchem głowy. Następnie spokojnie mówię:
– Tak.
Julide musi złożyć przysięgę. Tak się przecież umawialiśmy od samego początku albo raczej to nasi ojcowie takie umowy podpisali. Ja byłem zobowiązany ślubować na terenie Australii, tak jak się to tam robi i na terytorium tamtego świata trzymać się złożonych żonie obietnic. Ona winna jest teraz poczynić to samo. Ślubować tak, jak to czynią kobiety w Novus ordo i przestrzegać zasad panujących w naszym świecie, gdy się w nim znajduje.
– Przecież już jesteśmy małżeństwem – mówi.
– Na terenie Australii – zauważam. – Nie w Novus ordo – dopowiadam. – Co w tym takiego trudnego? – dziwię się, tym razem sięgając do lodówki po mały dzbaneczek. – Może odrobinę do wody? – pytam zwyczajnie.
Kręci głową. Chowam więc malutki dzbanek z sokiem z cytryny na powrót do lodówki.
– Te słowa znaczą, Samuel.
– Każde słowa znaczą – twierdzę. – Myślisz, że mnie było łatwiej?
– Ty składałeś obietnicę równości na moim terenie, ja na twoim mam przysiąc poddanie.
– Przecież mnie znasz.
– Znam? – dziwi się. – Spędziliśmy razem miodowy miesiąc, w moim kraju i na moich zasadach. Mogłeś udawać.
– Nie udawałem – oponuję. – Dostosowałem się. A ciebie szczerze polubiłem. Myślę, że za jakiś czas, bez żadnego wysiłku, dam radę cię pokochać.
– Nie chodzi o kochanie, Samuelu. Wierzę, że i bez miłości można żyć pięknie – nie kłamie. Naprawdę w to wierzy. W jej świecie miłość jest wymienna. Mała. Taka bez znaczenia. – Co jednak, jeśli to ja się nie dostosuję? – szczerze się martwi.
– Wtedy dostaniesz lanie – odpowiadam wprost, z banalną wręcz szczerością.
– Właśnie – przyznaje. – A ja nie chcę. – Nie wiedzieć czemu uśmiecha się, gdy to mówi.
Zaśmiewam się lekko.
Z głośników słyszę komunikat o konieczności zapięciu pasów. Wypijam lampkę koniaku do dna. Nim zapinam pas przychylam się do Julide i chwytam w swoją dłoń tę jej. Spoglądam jej głęboko w oczy.
– Będzie dobrze. Moja rodzina nie jest taka straszna. Z resztą, poznasz ich dopiero jutro – informuję.
¬– Co będziemy robili dziś? – pyta.
Ona zapina swój pas, a ja swój.
Poluzowuję krawat. Od zawsze boję się startów i lądowań.
– Najpierw musisz się przebrać – ogłaszam.
– To po to brałeś moje wymiary w dniu ślubu? – uśmiecha się.
Przytakuję.
– Jeśli będą potrzebne poprawki, dokonają ich – mówię.
Zaraz po wylądowaniu, opatulamy się szczelniej odzieżą wierzchnią. Ja mam na sobie ciepły popielaty płaszcz, Julide fioletową, pikowaną, wiosenną kurtkę. Jej ubranie jest nieadekwatne do panującej pogody. Nie podoba mi się to. W Australii, przed wylotem, wielokrotnie informowałem ją jakie są aktualnie temperatury w Novus ordo.
Wsiadamy do imperatorskiej limuzyny ojca, choć spodziewałem się mojego samochodu. Ruszamy w stronę mieszkania, które zorganizowałem specjalnie dla nas na ten jeden dzień i jedną noc. Krawcowa już tam na nas czeka.
Nie jest moim ulubionym zajęciem angażowanie się w kobiecą modę, ale ten raz muszę stanąć na wysokości zadania i udawać szczerze zainteresowanego. Wierzę, że i Julide jest ciężko. Musi niemal zupełnie zmienić swój styl. Domyślam się, że ja czułem się podobnie, przywdziewając ubrania modne w Australii. Nie mogłem się jednak wyróżniać zbyteczną tam elegancją. Ona nie może więc tutaj chadzać w spodniach. No chyba, że będzie miała ochotę wybrać się na poranny jogging czy do domu formy fizycznej.
– Ładne kolory – pochwala.
– Starałem się – odpowiadam. Szczerze dobierałem kolory pod te, w jakich miała większość ubrań w swojej szafie. Nie chciałem zmieniać jej zupełnie. Niby po co miałbym to robić?
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz