12 marca 2026

Arena – Rozdział 3

     

Isabel


Skąpo ubrana, jedynie w białą, przewiewną suknię, Isabel podeszła wolnym krokiem do łoża swojego pana. Przyłożyła okład z ziół na jego poharatane od uderzeń łańcucha plecy.

– Czterysta czterdziesta ósma walka – wypowiedział półprzytomnie zbolałym głosem, ale nie płakał. Skutecznie oduczył się lania łez w dzieciństwie, gdzie za choćby chwilę słabości i okazywania innych uczuć niż szacunek, otrzymywał solidne baty. Nie wolno więc było jemu ani płakać, ani się bać, a przynajmniej nie miał prawa okazywać strachu.

– Pięćdziesiąt dwie przed tobą – wyliczyła, starając się przemywać go delikatnie, by nie dokładać mu cierpienia. Tak naprawdę pragnęła mu w nim ulżyć.

Nataniel zaparł się w sobie i okręcił na bok. Spojrzał w błękitne oczy blondynki.

– O czym rozmawiałaś z tą rudą przed areną? – zainteresował się.

– Była z Tristanem, prawą ręką Garida. Strasznie ją sponiewierał, bo król nie zechciał mu oddać ręki swej córki. Uważa, że jest za młoda.

– Taki nasz los. Możnym coś się nie uda, a my za to obrywamy. – Wykorzystał ostatki sił jakie tylko miał w sobie by usiąść na wysokim łożu. Sięgnął dłonią do jasnych włosów Isabel. – Są jak pszenica. – Zakręcił kilka z nich na swój palec i delikatnymi pociągnięciami w swoją stronę, zmusił kobietę, by podeszła o krok bliżej, dokładnie między jego uda, a następnie pochyliła się i rozchyliła wargi.

– Za nieco ponad pięćdziesiąt starć będziesz prawowitym obywatelem. Jednym z nich.

– Nigdy nie będę jednym z nich. Zawsze będę pamiętał, kim byłem. – Drobinki łez pokazały się w jego oczach, ale wystarczyło, że dwa razy zamrugał, a zmusił je do wycofania się.

– Jesteś inny. Zawsze wydawało mi się… byłam pewna, że gladiatorzy to zwierzęta w ludzkich skórach. – Zatrząsła się na samą myśl.

– Z iloma takimi byłaś?

– Z wieloma – przyznała, a jedna z łez stoczyła się po jej policzku i opadła wprost na jego nagie udo. Spojrzał w dół, wędrując wzrokiem za kroplą.

– Ale teraz jesteś tylko moja. Mam ciebie na wyłączność. – Splótł swoje dłonie w koszyczek i położył na jej pośladkach. – O co chodzi tak naprawdę? Co się z tobą dzieje? – Wyczuł jej emocje.

– Boje się, że umrzesz.

– Jestem tylko mięsem, mającym dostarczać rozrywki bogatym. To bardzo prawdopodobne, że umrę.

– A ja jestem tylko dziwką, mającą nadstawiać im tyłka – przyznała i chciała się wycofać, ale jego ręce blokowały jej tę możliwość.

– Nie mów tak.

– Puść mnie – poleciła i zaparła się o jego duże i twarde ramiona. – Natanielu, puść mnie! – krzyknęła, bo nie chciała się przy nim rozkleić.

– Przestań się szamotać – odparł jej ze stoickim spokojem, ale gdy zaczęła wbijać swoje paznokcie w jego ciało, nie wytrzymał. Chwycił ją za ramiona i potrząsnął, a gdy to nie poskutkowało, wymierzył cios w jedno z jej ud. – Starczy! – warknął i zobaczył przelęknioną kobietę, bojącą się tak samo jak pierwszego dnia, gdy ją poznał.

Jej strach go podniecał, sprawiał, że niemal od razu był gotowy na to, by wtargnąć do jej wnętrza. Dlatego pomimo bólu tak silnego, że ledwie stał na nogach, udało mu się ją przycisnąć do ściany, a nawet unieść na tyle, by nadziała się na jego męskość. W końcu powoli padł na kolana, a ona sunęła po ścianie w dół coraz bardziej się na niego nabijając. Wykonał kilka kolistych ruchów biodrami oraz mocnych, intensywnych pchnięć. Potem po prostu się z niej wysunął i pozwolił dokończyć ustami.

– O co ci chodziło tak naprawdę, Isabel? – zapytał, gdy oboje siedzieli zmordowani na chłodnych kaflach, którymi wyłożone było cale pomieszczenie. Promienie słońca, wpadające przez otwarte okno, oświetlało ich twarze i niemal nagie ciała.

– Jeśli zginiesz, to wrócę znowu tam, w tamte miejsca, do tamtych ludzi – przyznała.

– Postaram się nie zginąć – odparł. – Mnie zależy bardziej niż tobie. Ja mogę stracić życie, a ty tylko…

– Wolałabym stracić życie, byleby tam nie wracać. Tylko nie miałam odwagi, by sobie je odebrać. – Rozpłakała się, a on przyłożył dłoń do jej policzka. Delikatnie potarł miejsce pod oczami opuszkiem kciuka.

– Nie zginę – powiedział pewnie, a ona przymknęła powieki. – Spójrz mi w oczy – polecił ostro, a gdy to wykonała powtórzył – nie zginę. – Musnął delikatnie jej wargi. – Obiecuje, że nie umrę.

Kiedy chciał złożyć na jej ustach kolejny pocałunek, odwróciła głowę w bok. Chwycił brutalnie za jej podbródek i zmusił siłą, by ponownie na niego spojrzała

– Nie rób tak – polecił. – Nie lubię, gdy kobieta mnie denerwuje.

– Denerwują cię wszyscy, którzy mają uczucia, bo sam jesteś z nich wyprany! W końcu czego można się spodziewać po rasowym mordercy. Może i jesteś znacznie bardziej ucywilizowany od innych, ale nadal jesteś zwierzęciem – cisnęła słowa bólu, które rozdzierały ją od środka.

Nataniel szarpnął ją za ramie by nieco odsunąć od ściany i wymierzył jej tak silny policzek, że mało brakowało, a spotkałaby się z podłogą. Spojrzał w bok i przełknął ślinę, a potem rzucił spojrzenie Isabel. Jego szare tęczówki były teraz lodowate jak on sam… były bez uczuć.

Wstał, zagryzając przy tym usta z bólu, i polecił:

– Na kolana!

Bała się go, dlatego wykonała to polecenie bez sprzeciwu, a nawet bez szemrania. Zadarła nieco głowę, by na niego spojrzeć. Niestety nie widziała twarzy, bo zanim do niej dotarła warknął:

– Głowa w dół! Zostaniesz tak i nie waż się ruszyć nawet o cal bez mojego pozwolenia. – Wyszedł, nie zasuwając za sobą drzwi. Przywdział jedną z szat i z całej siły uderzył pięścią w ścianę. Zerknął w stronę pomieszczenia, w którym zostawił kobietę. Poczuł frustracje tak wielką, że nie do opanowania, ale zmusił samego siebie do racjonalnego myślenia.

– Na za dużo sobie pozwalała, odrobina dyscypliny jej nie zaszkodzi – przekonywał samego siebie, szepcąc pod nosem.

Ta odrobina nie trwała długo. W końcu do niej wrócił, chwycił za ramię i jednym brutalnym pociągnięciem zmusił, by wstała. Przetarł dłonią po jej twarzy, zabierając z sobą wszystkie jej łzy.

– Jeśli będę żył, a obiecałem, że nie umrę, nigdy tam nie wrócisz – zapewnił ponownie, kolejny raz delikatnie muskając jej usta.

Obcałowywał ją po policzkach i brodzie, ale także po szyi i dekolcie. W końcu objął ją tak, by swoją prawą dłonią sięgnąć do jej lewego nadgarstka, a lewą do prawego, mocno zacisnął uściski i pociągnął splatając jej ręce na plecach. To poskutkowało tym, że wyprostowała się do granic możliwości i wypięła piersi do przodu. Wessał się w jeden z jej sutków. Nie zamierzała go odtrącać ani protestować. Pragnęła mu się oddać, bo zazwyczaj był dla niej dobry, a chwilami nawet miły. Dla Isabel Nataniel był mniejszym złem niż przekazywanie z rąk do rąk kolejnych gladiatorów lub możnych. Poza tym sama przed sobą musiała przyznać, że zaczynała go lubić, w końcu nie sposób się nie przyzwyczaić do kogoś, kogo zna się ponad cztery lata i widuje codziennie.

Któregoś ranka, kiedy Nataniel jeszcze był zwolniony z walk i odpoczywał po ranach, które odniósł w ostatniej z nich, Isabel przysiadła na jego łóżku i ponownie rozpoczęła temat o zwierzętach w ludzkich postaciach. Przeprosiła mężczyznę, że takim mianem właśnie jego określiła. Wyznała, że na to określenie zasługują możni, a nie gladiatorzy, którzy w większości walczą, bo muszą, a nie bo chcą.

– Nie jestem już zagniewany – powiedział tonem bez wyrazu i podniósł się na łóżku, tak by siedzieć nico wyżej. Nie za dobrze się czuł, gdy kobieta patrzyła na niego z góry. Nawykł do tego, że to on jest od wszystkich wyższy.

– Zaczynam wierzyć w to, że zwyciężysz. Jednak czy, jako prawowity obywatel, będziesz kimś takim jak oni wszyscy? Czy potrafisz chociażby czytać?

– Umiem się podpisać – przyznał bez zawstydzenia. Co prawda nigdy nie odbierał żadnych lekcji, poza tymi jak należy się zachować i jak się bić, ale był pewien, że siedzenie w miejscu i pochylanie się nad książkami i zwojami papierów, by go nużyło.

– Też tak właśnie myślałam. – Bez skrępowania okroczyła go i położyła się obok niego na łóżku. Dopiero wtedy zauważył, że trzyma w dłoni książkę. – Nauczę cię czytać.

– Potrafisz? – zdziwił się.

– W trzech językach – przyznała. – Zanim mnie i brata porwano, babcia nauczyła nas czytać, historii i filozofii.

– To raczej nie dla mnie – odparł.

– Musisz umieć czytać. Inaczej będziesz łatwym celem. Mogliby cię oszukać i ponownie wystawić na arenę. Zrób to dla siebie.

– Będę się dziwnie czuł pouczany przez kobietę.

– Jestem od ciebie dwa lata starsza, Natanielu.

– Nie widzę związku – przyznał, ale potem przysunął się do niej i pochylił nad otwartą książką. – Jeśli już musisz się spełniać w roli nauczycielki i nie ma innych chętnych na uczniów do twej uczelni, to proszę, możesz próbować na mnie, ale ostrzegam, że szybko się znudzę.

Faktycznie Nataniel szybko, bo już po niecałych czterdziestu minutach, znudził się przyswajaniem liter alfabetu i dat historycznych, ale nawet te czterdzieści minut, co drugi dzień, przez niespełna rok, przyniosło duże rezultaty. W efekcie potrafiłby samodzielnie przeczytać nawet książkę, gdyby tylko go nie znużyła po kilku pierwszych stronach. Umiał też rachować w pamięci duże liczby i znał większość z historii wyspy, na której przebywał i kilku innych państw. Mógł być za to wszystko wdzięczny nie tylko sobie, ale przede wszystkim Isabel, która teraz przed wyjściem na Arenę patrzyła mu głęboko w oczy. Powiedziała:

– To jedna z ostatnich pięciu walk. – Łzy wstąpiły na jej policzki, gdy przyciągała go do siebie i wspinała się na palcach, by móc dosięgnąć do ust.


Więcej informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz