Przed wejściem na Arenę zawrzało od dyskusji młodych dam – córek możnych. Wszystko za winą Eryki, gdyż ta napomniała o obietnicy jaką rada możnych złożyła jednemu z niewolników. Wszystkie panie były tym faktem poruszone i ukrywały się za filarem, by zobaczyć słynnego Nataniela. Wejście na Arenę było dla nich zamknięte, były stanowczo za młode by uczestniczyć w tak brutalnych rozrywkach, a ojcowie i matki nie wtajemniczali ich w wydarzenia z ringu.
– Ale jak to możliwe, by pozwolili mu powziąć za żonę, którąś z nas? – pytała jedna.
Aurora na to wzruszyła ramionami i odpowiedziała:
– To nie możliwe, by wygrał pół tysiąca walk, nie ma się czym martwić. Poza tym mój ojciec w życiu nie oddałby mnie pod pieczę takiego brutal.
– Nikomu przed nim nie udało się wygrać dwustu siedemdziesięciu walk – napomniała Eryka. – To jego trzy setna rozgrywka.
Aurora zupełnie się tym nie zmartwiła. Zauważyła, jak jej ojciec prowadzi nagiego do pasa mężczyznę. Wskazała koleżankom, iż to właśnie jest Nataniel, najlepszy wojownik jakiego Aldain kiedykolwiek posiadło.
Jasnowłosa Eryka aż cała rozpromieniła się na jego widok. Zaczynała sobie wyobrażać, jak to by było dotykać jego twardego ciała swoimi delikatnymi dłońmi. Od tych myśli przybyło jej wypieków na twarzy, za co przyjaciółki ją wyśmiały.
Aurora wybiegła ojcu naprzeciw i musnęła go w policzek. Spojrzała na Natana. Skłonił się jej i powiedział:
– Witaj, pani.
– Witam – odburknęła. Ponownie spojrzała na ojca, uśmiechnęła się tak jak zwykle, gdy czegoś od niego oczekiwała. – Ja chcę zobaczyć tę walkę.
– Wszystkie chcemy, królu Garido, prosimy – zgłosiła się reszta dziewcząt.
Nataniel spojrzał na nie z wyższością. Przyznał sam przed sobą, że oprócz urodziwych twarzy i mokrego krocza nie mają mu niczego do zaoferowania. Pomimo tego jednak się skłonił w ich kierunku i przywitał. Eryka była zachwycona mieczem, który miał przy boku. Zastanawiała się, ile też takie żelastwo może ważyć i jak silny musi być mężczyzna, który idzie z takim obciążeniem, jakby w ogóle go nie dostrzegał. Wszystkie pragnęły zobaczyć, jak włada tym mieczem, ale Garido stanowczo odmówił.
– Nie, ja się nie zgadzam! – krzyknęła Aurora i pobiegła, by zablokować im wejście przez bramę. – Ojcze, albo zobaczę ten pojedynek, albo nie przejdziecie i twój niewolnik nie będzie walczył.
Nataniel przewrócił oczami, po czym zaśmiał się pod nosem i spojrzał na Garida. Niewerbalnie oczekiwał od mężczyzny by coś zrobił. Ten postanowił odwołać się do rozsądku swojej piętnastoletniej córki:
– Auroro, proszę, ustąp nam drogi.
– Chcę zobaczyć tę walkę – trwała przy swoim.
– Wszystkie chcemy – wtórowały jej koleżanki.
– Panie, spieszymy się – rzucił przez zęby Natan z nadzieją, że mężczyzna po prostu chwyci córeczkę za ramię i odstawi na bok, ewentualnie uraczy na tyle siarczystym policzkiem, by sama zeszła z drogi.
– Auroro, widzisz przecież, że my już nie mamy czasu.
Dziewczyna stała i kręciła przecząco głową z zaciętą, pewną siebie miną. Potem koleżanki dołączyły do niej i zablokowały całe przejście.
Nataniel wyczekiwał aż tym młodym, rozpuszczonym damom się znudzi, a Garido szukał w głowie jakiegoś pokojowego, dobrego dla wszystkich rozwiązania. W końcu wyszło poza arenę dwóch możnych. Spojrzeli z przyganą i niewiedzą na obecnych.
– Co tu się dzieje? – zapytał jeden z nich.
– Nic tatusiu – wyjaśniła rudowłosa piękność i odstąpiła od blokowania bramy. Brunetka o długich i zgrabnych nogach postąpiła tak samo, a Nataniel podążył za nią wzrokiem, jakby chciał ją odprowadzić pod sam dom.
Jedynie Eryka i Aurora nie zamierzały ujść z drogi. Ta pierwsza, za karę, spotkała się z lekkim policzkiem wymierzonym z dłoni ojca. Natan obserwował to bez najmniejszych skrupułów, nawet nie zadrżał na ten widok i dźwięk, a jego powieki nie zamrugały. Aurora natomiast dostała pozwolenie wejścia na arenę i zajęcia miejsca na widowni. Była bardzo podekscytowana tym wydarzeniem.
Nataniel wszedł pewnie i spojrzał na publiczność.
– Jeszcze mniej niż połowa – powtarzał sam sobie i chwycił za miecz, gdy jakiś czarnoskóry mężczyzna wybiegł wprost na niego. Odskoczył i poderżnął mu gardło.
Czarnoskóry wykrwawiał się na środku areny pokrytej plażowym piaskiem, a Nataniel zdawał się bez cienia zmęczenia i mordęgi radzić sobie z dwoma kolejnymi. Jednak, gdy przyszedł czwarty, równie dobry jak on, to nawet Natan wylądował na ziemi. Przeturlał się i ledwie uciekł od ostrza, które przeciwnik chciał mu wbić w oko. Podciął jego nogi, rozbroił i nadepnął stopą na gardziel. Spojrzał w przerażone oczy dwudziestojednolatka. Ta ich niebieska barwa błagała go, by darował mu życie, bo przecież już wygrał, ale krzyki publiczności zachęciły skutecznie Nataniela do tego, by urządził widowisko. Wymierzył kopniak piętą w nos przeciwnika wbijając mu go aż do czaszki. Krew trysnęła niczym z fontanny, ale Natan nie zamierzał skracać niczyjego cierpienia. Schował miecz do pochwy i rozpoczął kopanie po żebrach i czaszce, następnie nachylił się i uderzył kilkakrotnie pięścią w twarz z taką siłą, że z facjaty mężczyzny pozostała tylko krwawa miazga. Podniósł dłonie do góry w geście zwycięstwa i warknął. Niemal wszyscy wstali i zabili mu brawo. Skłonił się i opuścił ring.
Po tym zwycięstwie, prawie niezraniony, Natan otrzymał nagrodę od rady możnych. Były to trzy kobiety, które sam miał sobie wybrać. Miały być jego pomocą w domu dostawionym do pałacu Garida. Ich zadaniem miało też być grzanie Natanowi łoża, gdy przyjdzie mu na to ochota.
– Wiesz co z nimi zrobić, chłopcze? – dopytywał żartobliwie władca, podczas gdy oboje przechadzali się przed tuzinem piękności i podziwiali je od gry po sam dół.
– Zacznę od masażu – odparł. – Która ma delikatne, a zarazem mocne i zwinne dłonie? – zapytał.
W efekcie przestraszone niewolnice tylko spuściły głowy. Żadna z nich nie miała ochoty robić tego, do czego je zmuszano. Natan nieco zdenerwował się nieposłusznością i nierozumnością niewiast.
– Ręce przed siebie – huknął. Potem się uśmiechnął i, gdy dotarł do końca, zawrócił. Klepnął jedną, rudowłosą delikatnie w prawą dłoń, ale przestraszona i tak zaraz po tym zabrała rękę i schowała ją za plecy. – Ty – szepnął przychylając się do jej twarzy. – Pierwsza i ostatnia także. Resztę wyprowadźcie – polecił.
Garido wyszedł, pozostawiając młodzieńca samego z jego trzema nagrodami. Natan natomiast ruszył przodem do łaźni i dał znak ruchem głowy, by kobiety podążyły za nim. Żadna nie odważyła mu się przeciwstawić. Stojąc przed dużą wanną pełną wody spojrzał na brunetkę. Poruszył znacząco brwiami, a ta sama wiedziała, że ma go rozebrać, następnie umyć i namaścić przed masażem. Później Nataniel położył się na leżance i rudowłosej z pięknymi dłońmi nakazał wykonanie masażu. Blondynkę zostawił sobie na tak zwany deser, ale zanim w ogólena nią ruszył, to wyprosił pozostałe dwie, mówiąc:
– Jesteście już wolne.
– Dziękujemy, panie – odpowiedziały pokornie ze spuszczonymi głowami. Nie śmiały nawet na niego spojrzeć. W takiej samej pokorze wyszły i zasunęły za sobą drzwi łaźni.
Nataniel uśmiechnął się, ale trwało to tak krótką chwilę, iż brunetka nawet nie była pewna, czy był to uśmiech. Wyciągnął po nią dłoń i brutalnie chwycił za włosy, przyciągnął do siebie i wepchnął język aż po samo jej gardło.
– Rozbierz się – wysyczał, rzucając nią na przód jakby była szmacianą kukłą. – Tylko powoli. I nie płacz. Jeśli będziesz grzeczna, to nie stanie ci się krzywda.
Blondynka miała na imię Isabel i już po kilku miesiącach stała się ulubienicą Nataniela. Wybierał ją dla siebie niemal po każdej walce. To ona w asyście opiekunki – Soledat – zszywała mu rany. Gdy byli sam na sam podawała alkohole, ścieliła jego łóżko i rozkładała uda, gdy tylko miał na to ochotę.
Pewnego dnia, gdy siedzieli razem w wannie, a on namydlał jej piersi za pomocą swoich dłoni, bez użycia gąbki, odważyła się powiedzieć:
– Panie, to twoja cztery setna walka.
– Wiem – odparł nieco zmieszany. Jego twarz wciąż ociekała krwią, a szwy założone na rozciętą w dwóch miejscach klatkę piersiową piekły i szczypały, ale po tylu latach nawykł do bólu tak bardzo, iż nawet go nie zauważał.
– Możni cię zabiją, przecież nie pozwoliliby… – Odważyła się na niego spojrzeć. Dostrzegł krople łez w kącikach jej oczu, więc dotknął do nich swoimi kciukami, chwytając tym samym jej twarz w swoje duże dłonie.
– Nie umrę – zapewnił ścierając łzy z jej policzków. – Zwyciężę, bo bóg sprawiedliwości jest po mojej stronie. – Delikatnie musnął wargami o jej przymknięte i drżące usta. – Nie umrę – powtórzył z taką dozą pewności siebie, że była skora mu w to uwierzyć, jakby był wróżbitą i mógł przepowiadać własną przyszłość.
Nataniel uniósł kąciki swoich ust ku górze, ale uczynił to tylko na krótki moment. Uważał, że uśmiech mężczyźnie nie przystoi, no chyba, że jest oznaką cynizmu i ironii. Każdy inny natomiast był wyłącznie oznaką słabości. Pomimo tego Isabel zauważyła ten pobłażliwy wyraz jego twarzy i rozchyliła delikatnie swoje wargi oraz uda. Usiadła na nim okrakiem, a on splótł palce ich dłoni. Rozpoczęli jeden ze swych doskonale wyuczonych tańców.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz